Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Get Adobe Flash player
491196
DzisiajDzisiaj160
RazemRazem491196


Friday, 25, maj 2018

Dobro wspólne, dobro Blachowni

30 października 2017 r.

Dobro wspólne, albo bardziej precyzując dobro Blachowni. Określenie jakże często przywoływane szczególnie w kontekście oskarżeń innych o brak współpracy. Jednak do współpracy potrzebne są co najmniej dwie strony, które mimo często dużej różnicy zdań są w stanie wypracować choćby mały kompromis. Jednak nigdy nie będzie współpracy, gdy nie ma choćby minimum dobrej woli i brak wzajemnego szacunku.

Nie przypadkowo przywołałam temat dobra wspólnego, ponieważ po raz kolejny zostałam oskarżona przez Panią burmistrz o działanie na szkodę mieszkańców. Oskarżeni zostali także inni radni. Zarzucono nam brak współpracy i chęć utrudnienia pracy burmistrzowi. Zarzucono nam kierowanie się animozjami i uprzedzeniami, a nasze działania oceniono jako destrukcyjne, złośliwe i wręcz nierozsądne. Oskarżono nas o to, że jesteśmy przeciwni inwestycjom. I to wszystko zdaniem Pani burmistrz jest wynikiem tego, że radnym nie leży na sercu dobro Gminy, ale zrobienie na złość Państwu. Tak uważa Pani burmistrz poruszona nieprzyjęciem przez Radę dwóch uchwał.

Nie wiem jaki cel ma Pani burmistrz w tym, że ponownie przedstawia mnie oraz innych radnych w złym świetle oskarżając nas o dzianie na szkodę gminy i jej mieszkańców. Ponownie jesteśmy bezpodstawnie oskarżani. Jest to o tyle niezrozumiałe, że Pani burmistrz nie zadała sobie nawet trudu, aby wyjaśnić nam radnym, konieczność dokonania tak drastycznych zmian w budżecie, który jak jeszcze niedawno twierdziła jest historycznym i rekordowym. Czy Pani burmistrz uważa, że mieszkańcy oczekują od nas, abyśmy ślepo podejmowali tak istotne decyzje? Należy pamiętać, że za decyzje dotyczące finansów gminy odpowiadamy wszyscy. Zatem żądanie od nas ślepego poparcia wszystkiego, co nam się podsunie bez słowa wyjaśnień, jest mówiąc delikatnie niegrzeczne i szkodliwe dla mieszkańców. Przecież mieszkańcy nam zaufali i powierzyli zadanie dbania o nasze finanse. Radni reprezentują mieszkańców i w ich imieniu decydują o wielu ważnych sprawach Blachowni. O jej teraźniejszości i przyszłości. W naszej gminie jest nas piętnastu i każdy ma jeden głos, który ma prawo i obowiązek spożytkować kierując się tylko i wyłącznie szeroko pojętym dobrem wspólnym. Natomiast jak z tego obowiązku każdy z nas się wywiązuje, dobrze czy źle, zdecydują wyborcy. Równie dobrze działaniem na szkodę mieszkańców można nazwać utrudnianie nam możliwości podjęcia słusznej, przemyślanej i rozsądnej decyzji.

Rada Miejska jest miejscem na dyskusje, gdzie różnice zdań są często chlebem powszednim. Wiadomo przecież, że z różnicą zdań na pewne tematy każdy z nas spotyka się niemal każdego dnia. W moim przekonaniu jest to rzecz naturalna, ponieważ każdy z nas ma inny pogląd na pewne sprawy. Zatem czy dziwić może fakt, że radni posiadają własne zdanie? Mnie osobiście to wcale nie dziwi. Zatem szufladkowanie wszystkich tych, którzy nie zgadzają się z burmistrzem jako wrogów społecznych jest niedopuszczalne. Odmienne zdanie nie jest warunkiem wystarczającym, aby oskarżyć kogokolwiek o brak dobrej woli, a tym bardziej o nie dbanie o dobro mieszkańców. Nie wszyscy mieszkańcy uważają, że zaproponowane inwestycje są jak najbardziej potrzebne i oni także mają prawo, aby ktoś ich reprezentował i nazywanie ich reprezentantów wrogami mieszkańców jest wielkim nadużyciem, które nie przystoi nikomu, a szczególnie burmistrzowi. Możemy się z kimś nie zgadzać, ale sam brak zgody nie uprawnia nas to wzajemnych oskarżeń o złe działanie. Uważam, że problem nie leży w różnicy zdań, ale w sposobie przekazu i prowadzenia dyskusji. Tam gdzie jest szacunek i zrozumienie, że każdy ma prawo do własnego zdania tam jest miejsce na kompromis lub uszanowanie innego zdania. Jednak brak kompromisu nie oznacza, że wydarzyło się coś złego, niedobrego czy szkodliwego. Nie przypadkowo każdy z nas radnych ma jeden głos, a o wszystkim decyduje większość. Na tym polega demokracja.

Ostatnie trzy lata pokazały, że obrany kierunek oraz nasza wspólna praca przynoszą pozytywne efekty. Opracowanie wielu dokumentów strategicznych przy współpracy mieszkańców, aplikowanie o fundusze europejskie na różne projekty, w tym zakończone sukcesem pozyskanie pieniędzy na oczyszczenie zalewu są dobrym prognostykiem na przyszłość. W przyszłym roku rozpoczniemy budowę węzła przesiadkowego, zrewitalizujemy centrum i niewykluczone, że uda się pozyskać fundusze na zieleń miejską. Wprowadziliśmy budżet obywatelski. Nie jest jednak powiedziane, że wszystko jest super i wszystkie inwestycje są potrzebne tylko dlatego, że można uzyskać dotacje.

Mając także w pamięci ilość błędów, niedociągnięć, liczne przypadki braku nadzoru nad różnego rodzaju przedsięwzięciami, podejrzaną i mało transparentną politykę kadrową, brak transparentności w niektórych wydatkach nie dość, że nie zwalnia mnie, ani innych radnych z kontroli działań, ale wręcz zobowiązuje, abyśmy baczniej przyglądali się wszystkiemu co jest nam prezentowane do akceptacji. Dla dobra mieszkańców. Dobra szeroko pojętego. Bo za to dobro odpowiadamy wszyscy.

Nie jestem wielbłądem

25 października 2017 r.

Znalazłam się w niezwykle niekomfortowej sytuacji, ponieważ zmuszona jestem odnieść się publicznie, poprzez stronę internetową do słów radnego Marka Kułakowskiego, który nie wiedzieć czemu wypisuje rzeczy nieprawdziwe odnosząc się do mojej osoby. I nie jest to pierwszy raz. Nie wiem czy jest to zemsta, rozgoryczenie czy też inne złe emocje, które drzemią w Panu radnym. Pan radny coraz częściej stawia pewną tezę, a później na siłę próbuje ją obronić i jeszcze przy tym wszystkim zarzuca mi niewiedzę oraz przedstawia moją osobę jako niewiarygodną. Radnego poruszył mój wczorajszy wpis, że burmistrza zatrudnia Rada. Jeżeli przed postawieniem mi zarzutu Pan radny poszukałby trochę w przepisach, na pewno znalazłby zapis ustawy o pracownikach samorządowych mówiący: 

czynności z zakresu prawa pracy wobec wójta (burmistrza, prezydenta miasta), związane z nawiązaniem i rozwiązaniem stosunku pracy, wykonuje przewodniczący rady gminy, a pozostałe czynności – wyznaczona przez wójta (burmistrza, prezydenta miasta) osoba zastępująca lub sekretarz gminy, z tym że wynagrodzenie wójta ustala rada gminy, w drodze uchwały. A moja wypowiedź nie była niczym innym niż odniesieniem do tego zapisu oraz czynności, które wykonałam zaraz po wyborze na przewodniczącą Rady, zarówno w stosunku do obecnej Pani burmistrz jak i ustępującej.

Trudno jest mi się odnieść, co radny miał na myśli pisząc, że rozmowa przez sekretarkę czy pisane karteczek kiedyś tak się musiała skończyć.

Co do nieobecności burmistrza lub jego przedstawicieli na poniedziałkowej komisji wyraziłam swoje zdanie zarówno na samej komisji jak i na sesji. Powtórzę tylko jeszcze raz, że w dzień, w którym miała odbyć się komisja byłam w urzędzie, Pani burmistrz mnie widziała i nic nie wspomniała o tym, że nikt nie raczy do nas dotrzeć na godzinę 17.00. Czyli godzinę, którą ustaliłam z Panem radnym Markiem Kułakowskim, po jego telefonie informującym mnie, że z powodu braku kworum czwartkowe posiedzenie komisji nie odbyło się.

Czytając i słuchając wypowiedzi Pana radnego, które w żaden sposób nie korelują z tym co z nim ustaliłam, odnoszę wrażenie, że wszystkie zdarzenia począwszy od czwartkowego posiedzenia komisji, a skończywszy na wczorajszej sesji i ukazujących się po niej różnego rodzaju artykułach i wpisach, i kierując się przy tym jego tokiem myślenia, powinnam stwierdzić, że ostanie wydarzenia nie były przypadkowe, a miały na celu przedstawić mnie w złym świetle.

Nigdy nie przypuszczałam, że kiedykolwiek będę musiała reagować w taki sposób, w stosunku do radnego, będąc przewodniczącą. 

Czy aby na pewno ważne uchwały?

24 października 2017 r.

 

Rada Miejska to nie ślepa maszynka do głosowania, choć w poniedziałek odniosłam takie wrażenie. Niestety to, co stało się wczoraj, kiedy na posiedzenie połączonych komisji nie zjawił się nikt z urzędu nawet z informacją, że nikt nie przyjdzie, było wydarzeniem bez precedensu. Ponieważ czwartkowe posiedzenie komisji Budżetu nie odbyło się z powodu niskiej frekwencji powodującej brak kworum, zmuszona byłam zwołać w porozumieniu z przewodniczącymi komisji komisję łączoną. Być może w innych okolicznościach uznalibyśmy, że nie ma takiej potrzeby, jednak radni mieli pracować nad bardzo ważnymi z punktu widzenia finansów gminy dokumentami. Niestety autorzy uchwał, które ingerują w finanse gminy na poziomie 12 mln złotych najwyraźniej uznali, że nie ma potrzeby czegokolwiek tłumaczyć radnym. Z perspektywy czasu myślę sobie, że mogłam się tego domyślić, kiedy przed posiedzeniem komisji docierały do mnie sygnały z urzędu, że tak naprawdę nie jest wymagana opinia komisji, aby uchwałę podjąć. Zatem, po co tracić czas, aby wyjaśnić radnym, na czym polegają przesunięcia oraz w jaki sposób zmienia się Wieloletnia Prognoza Finansowa Gminy Blachownia i jakie taka zmiana niesie za sobą skutki dla budżetu. Po co zadawać sobie trud i wyjaśniać, kiedy wiadomo, że uchwała musi zostać przyjęta, bo to przecież jest w interesie wszystkich.

Oczywiście opinie poszczególnych komisji nie są wymagane, aby podjąć uchwałę. Jednak każdy odpowiedzialny radny, zanim podniesie rękę „za” szczególnie wtedy, kiedy w grę wchodzi 12 mln złotych i inwestycje rozłożone na kilka lat, a za tym idące milionowe kredyty oczekuje, że ktoś wyjaśni wszystkie aspekty takich działań. I co z tego, że Pani burmistrz przeprosiła dzisiaj za nieobecność przyznając tym samym, że nie tak powinno być. Nie zmienia to faktu, że oczekiwano od nas bezkrytycznej lojalności i poparcia nikomu nieznanych korekt finansów gminy. Oczywiście po głosowaniu Pani skarbnik wyjaśniła w wielkim skrócie konsekwencje nieprzyjęcia przez Radę uchwał. Zapytam jednak, czemu nie było wyjaśnień wcześniej, wtedy, kiedy był na to czas? Na co liczyli wnioskodawcy? Na to, że radni podejmą uchwałę ślepo wierząc, a w zasadzie, w co wierząc?  Czy prawdą jest, że te uchwały były niezwykle ważne, mając na względzie fakt, że nikt nie zadał sobie trudu, aby radnych przekonać o ich słuszności i konieczności podjęcia na dzisiejszej sesji? Wreszcie, co z tego, że Pani burmistrz przeprosiła, jak konsekwencje zignorowania radnych mogą być szkodliwe dla całej Blachowni.

Proszę Państwa. Przez te wszystkie lata zawsze powtarzałam, że władze gminy muszą działać uczciwie, jawnie i transparentnie. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Zawsze zwracałam uwagę, że Rady nie można lekceważyć, bo czy to się komuś podoba czy nie, to Rada decyduje o finansach Gminy. To Rada odpowiada za ich stan i to Rada zatrudnia burmistrza, nie odwrotnie. Niejednokrotnie już słyszałam z ust burmistrzów, że radni tak zdecydowali, szczególnie w sytuacjach kontrowersyjnych. Co ja mogę jak Rada tak zdecydowała. To była decyzja Rady, ja tylko ją wykonuje. Zmieniają się burmistrzowie, a tłumaczenia są takie same.

Wczoraj podjęta została próba zrzucenia odpowiedzialności za zaistniałą sytuację na mnie. Dzisiaj natomiast były przeprosiny ze wskazaniem winnego.

Nie ma to jednak dla mnie żadnego znaczenia. Działam zgodnie ze swoim sumieniem, nie jestem od nikogo zależna i dopóki jestem przewodniczącą Rady nie pozwolę na jej lekceważenie, co niestety miało miejsce ostatnio.

Zatem oczekuję, że Pani burmistrz zacznie współpracować na zasadach partnerskich, bo nikt z nas nie jest podwładnym burmistrza tego czy innego.

Konsekwencje niepodjętych dzisiaj uchwał nie są nieodwracalne i oczekuję, że ze strony burmistrza będzie wola współpracy poważnej i partnerskiej, abyśmy mogli w spokoju i w pełnym przekonaniu o słuszności sprawy podjąć mądre, przemyślane i przedyskutowane decyzje. Mam też nadzieję, że nie zostanie podjęta kolejna próba zrzucenia odpowiedzialności na Radę. Życzę tego nam wszystkim.

Profesjonalizm

22 października 2017 r.

W planach mamy milionowe inwestycje i to z udziałem środków unijnych. Wydajemy dziesiątki, jak nie setki tysięcy złotych na różnego rodzaju opinie i usługi doradcze wysokiej klasy specjalistów. Choć podobno mamy swoich na etatach. Jednak co z tego, jak w dalszym ciągu w wielu dziedzinach panuje, mówiąc delikatnie, bałaganiarstwo.

Typowym tego przykładem jest przetarg na oczyszczanie zbiornika pt.: "Rekultywacja śródmiejskiego zbiornika Blachownia - usunięcie osadów dennych poprzez refulowanie". W zamieszczonym do przetargu ogłoszeniu zamawiający, czyli Urząd Miejski podał szacunkową wartość zadania bez VAT w wysokości 7 631 050.00 EUR. Co w przeliczeniu na złotówki daje wartość ponad 32 mln złotych. Oczywiście jak się okazało był to błąd, który został poprawiony tylko i wyłącznie dzięki czujności jednego z mieszkańców, który zadzwonił do urzędu i poinformował o swoich wątpliwościach dotyczących kwoty. Niby drobnostka. Urzędnik pomylił EURO z PLN. Co by było jednak, gdyby błędu nie wykryto i wykonawcy zasugerowaliby się kwotą czterokrotnie wyższą? Zadziwiające jest także samo podanie kwoty, jaką zamawiający przeznaczył na zadanie, ponieważ jest to niespotykana gdzie indziej praktyka, a ja sama z takim przypadkiem spotkałam się pierwszy raz. Podanie kwoty sugeruje wykonawcom jak dużo mogą zaproponować, aby zmieścić się w limicie. Mówiąc krótko, wiedzą ile gmina może zapłacić. Jeżeli w tak ważnym przetargu popełnia się takie proste błędy, to boję się nawet pomyśleć jak może przebiegać realizacja samego zadania od strony nadzoru i rozliczenia inwestycji ze strony zamawiającego.

Kolejnym przykładem bałaganiarstwa jest przetarg na udzielenie kredytu długoterminowego z przeznaczeniem na sfinansowanie planowanego deficytu budżetu jednostki samorządu terytorialnego. W ogłoszeniu zamawiający zapisał, że przedmiotem zamówienia jest udzielenie kredytu długoterminowego w wysokości 2 000 000,00 zł z przeznaczeniem na sfinansowanie planowanego deficytu budżetu jednostki samorządu terytorialnego w kwocie 1 596 433,23 zł oraz spłatę wcześniej zaciągniętych kredytów i pożyczek w kwocie 403 566,77 zł. Natomiast w specyfikacji istotnych warunków zamówienia zwanej SIWZ znajduje się opis mówiący o kredycie w wysokości 3 mln zł. Co prawda zamawiający dokonał zmiany ogłoszenia, jednak nie w zakresie opisu przedmiotu zamówienia. Jeszcze bardziej zadziwiające jest zarządzenie Burmistrza Nr 0050/160/2017 z dnia 11 października 2017 roku, które zarządza zaciągnięcie wspomnianego kredytu, które w dalszej części uchyla zarządzenie oznaczone jako OR 005.15.2017 z dnia 28 września 2017r., które nie istnieje.  

Dla wielu być może są to sprawy błahe, nieważne, śmieszne i nie warte uwagi. Jednak, jeżeli chcemy pozyskać dziesiątki milionów złotych dotacji, wydać je zgodnie z prawem i później prawidłowo rozliczyć, to oczekiwanie profesjonalizmu ze strony urzędników i ich dobrze opłacanych doradców nie jest chyba czymś szczególnym ponad pewne standardy, które miały już co najmniej od trzech lat obowiązywać i to za dużo mniejsze pieniądze.

 

DZIEŃ NAUCZYCIELA

14 października 2017 r.

Z okazji Dnia Edukacji Narodowej składam wszystkim nauczycielom, wychowawcom, pedagogom i wszystkim pracownikom oświaty najserdeczniejsze życzenia sukcesów zawodowych, satysfakcji z wykonywanej pracy, codziennej radości, wytrwałości i cierpliwości  oraz wszelkiej pomyślności w życiu osobistym.

Edyta Mandryk